poniedziałek, 15 grudnia 2014

ponad rok

Aż tyle czasu mnie tu nie było. Dziś zatęskniłam za blogowaniem i postanowiłam odświeżyć to co zaniedbałam.

Witajcie na nowo :-)




Ahoj!

wtorek, 30 lipca 2013

bananowe ciasteczka owsiane z gorzką czekoladą

Jakiś czas temu mając ochotę na coś słodkiego, postanowiłam upiec ciasteczka. Znalazłam w sieci kilka przepisów, ale przypomniałam sobie o pieczonej owsiance (przepis tutaj - klik), która bardzo przypadła mi do gustu. Zmodyfikowałam jedynie formę, dodałam inne składniki i byłam zachwycona efektem. Ciasteczka wyszły rewelacyjne, były sycące i przede wszystkim zaspokoiłam potrzebę pochłonięcia czegoś niezdrowego. 

Składniki:
- 2 banany
- płatki owsiane górskie
- 1 tabliczka gorzkiej czekolady
- słonecznik
- orzechy ziemne
- mleko 0,5%


Sposób przygotowania: 

Banany ucieramy na tarce (duże oczka), dodajemy 8-10 łyżek płatków owsianych, dodajemy pokrojoną w kostkę czekoladę, słonecznik i potłuczone orzechy (ilość wedle uznania - można dodać także inne składniki tj. przykładowo suszona żurawina). Całość mieszamy, wlewając odrobinę mleka, aby składniki lepiej się połączyły. 


Powstałą masę formujemy i układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Wyszło mi 8 dużych ciasteczek.


Ciasteczka pieczemy 15 min, w temperaturze 180 stopni. Po wyjęciu z piekarnika dobrze jest je na ciepło zdjąć z blaszki, bo niestety dość mocno "przyklejają" się do papieru.



Smacznego!
Macie jakieś ulubione przepisy na tego typu ciacha? 

Ahoj!

niedziela, 5 maja 2013

bułki białkowe i żytnie - Mestemacher

Jakiś czas temu przechadzając się w sklepie po dziale ze zdrową żywnością, wynalazłam na półce bułki białkowe i żytnie. Ponieważ nie potrafię wyeliminować z diety chleba, a za tościki dam się pokroić, postanowiłam spróbować tych wynalazków. 

W jednym opakowaniu znajdziemy 4 bułki, a cena jednego opakowania to ok. 8 zł. Dużo. Szczególnie, że skład i smak nie powalają. Dodatkowo, 2 dni po otwarciu, bułki żytnie całe zapleśniały, pomimo, że szczelnie zamknęłam opakowanie.
Same bułki są bardzo cienkie i po nałożeniu na nie twarogu i warzyw zwyczajnie się rozpadały. Spróbowałam, więcej nie kupię i zdecydowanie nie polecam. 


Bułki białkowe były znacznie lepsze od żytnich, ale mimo wszystko, uważam że na rynku znajdziemy  lepsze produkty.

Próbowaliście? A może macie jakieś pakowane pieczywo, godne polecenia?
Ahoj!

czwartek, 2 maja 2013

thank God 4 peanut butter

Czy jest tu ktoś, kto nie lubi masła orzechowego? Ja uwielbiam do tego stopnia, że jestem w stanie na autopilocie odkręcić słoik i zajadać je łyżką. Przez to nie kupuję MO regularnie, a kiedy już znajdzie się w mojej lodówce kombinuję z posiłkami, aby nie skonsumować go bezmyślnie z kilogramami chleba.  Z tego też powodu, na dzisiejsze śniadanie zrobiłam odstępstwo od owsianki - razowe placuszki.


Składniki na 2 placuszki:

- 2 jajka
- 2 łyżki mąki żytniej
- 1 łyżka płatków owsianych
- odrobina mleka 0,5%


Wszystko mieszamy dokładnie (dobrze jest masę mieszać co jakiś czas, bo mąka i płatki "siadają" na dnie miski), smażymy na teflonowej patelni, smarujemy masłem orzechowym i smacznego. Ja dodałam jeszcze 80g jogurtu greckiego, 1/2 banana i cynamon. 

Często przygotowuję te placuszki jako posiłek na wynos, a do środka wkładam przeróżne produkty od łososia, po mozarellę. Są smaczne i bardzo syte, więc polecam :-) 

A jak Wam mija majówka?
Ahoj!

wtorek, 30 kwietnia 2013

wiosna pełną parą

Kochani! W końcu robi się coraz cieplej, mam po stokroć więcej energii i zapału do wszystkiego za co się zabieram. A ponieważ ostatnio najwięcej czasu spędzam na siłowni lub biegnąc, daję z siebie wszystko i widzę rezultaty. Różnicę zauważam nie tylko w wyglądzie, ale przede wszystkim w sile i ogólnej wytrzymałości. Wiem, natomiast że powinnam bardziej przyłożyć się do diety, ale i tak jestem z siebie zadowolona. Najgorszy jest powrót do racjonalnego odżywiania, po małej rozpuście PMSowej. A przez to trudno jest przejść do regularności i dyscypliny.


Na początku kwietnia postanowiłam, że wezmę latem udział w półmaratonie. Przygotowania rozpoczęte, w tym miesiącu trochę kilometrów zrobionych. Maj zdecydowanie będzie jeszcze bardziej wybiegany. Chcę zwiększyć ilość biegów w miesiącu oraz tempo. 


A jak Wasza motywacja? 


Ahoj!

niedziela, 24 marca 2013

Łososiowy burger

Lubię burgery. Lubię też trzymać się swojego planu żywieniowego, który ostatnio idzie coraz lepiej i coraz więcej dni w moim dzienniku oznaczam jako "clean". Lubię dostrzegać efekty swojej pracy, które są z każdym tygodniem bardziej widoczne. Codziennie staram się wyszukiwać w sieci potrawy, które mogłyby urozmaicić mój jadłospis. Nie tak dawno zakochałam się bez pamięci w burgerze, którego z całego serca polecam amatorom łososia :-)

na zdjęciu zabrakło ogórka i bułki :-)
Składniki na 3 burgery:
- 3 pełnoziarniste bułki
- świeży filet z łososia ok. 300g
- cebula
- kiełki
- pomidor
- bułka tarta 1 łyżka stołowa
- musztarda 2 łyżeczki
- szczypiorek
- jajko (białko)
- ogórek
- przyprawy wedle uznania


Sposób przyrządzenia:
Filet z łososia pieczemy w piekarniku (200'/ 10 min.). Po wyjęciu wyciskamy z niego wodę (najlepiej wykorzystać do tego sitko), po czym rozdrabniamy widelcem. Dodajemy posiekaną cebulę, szczypior, musztardę, bułkę tartą i białko jajka. Masę wyrabiamy, aby wszystkie składniki się połączyły i formujemy kotlety. Grillujemy je ok. 2/3 min. w grillu elektrycznym ( możemy wykorzystać do tego zwykłą patelnię). Po przygotowaniu kotletów w bułce układamy kolejno: kiełki, pomidor, kotlet łososiowy, ogórek. Wedle uznania bułkę można posmarować jogurtem greckim. 



Smacznego. Napiszcie czy smakowało :-)
Ahoj!

czwartek, 7 lutego 2013

Izotoniki - drogi interes?


Podczas wysiłku, każdy z nas nawadnia organizm. Większość stosuje wodę mineralną, ale ja od czasu do czasu zamieniam ją na izotonik (klik). Być może wynika to z faktu, że zwyczajnie mam ochotę na "słodszy" napój, kiedy w ciągu dnia ograniczam się do wody mineralnej, kawy i herbaty (których nie słodzę). 
Jeszcze rok temu kupowałam 400g koncentrat w proszku Isostar. Kiedy znudziły mi się jego smaki, wróciłam do wody, od czasu do czasu będąc na siłowni skusiłam się na Powerade, a ostatnio mój M. dał mi koncentrat Unisport - Nutrend. Ucieszyłam się, bo w moim przekonaniu izotoniki nie są najtańszym rozwiązaniem. Kiedy spojrzałam na cenę US, gdzie z naklejki krzyczało do mnie 65 zł, pomyślałam sobie, że to lekka przesada. Po chwili jednak zorientowałam się, że z całej butelki koncentratu otrzymujemy aż 70 l napoju. Zaczęłam zastanawiać się, po co w takim razie wydawać ok. 4 zł na jeden strzał? Zrobiłam małe zestawienie izotoników, które stosowałam.   



Wartości UniSport rozpisane są w przybliżeniu, pozostałe wzięłam ze stron Powerade (klik) oraz Isostar (klik).

Jak widzicie są różnice w zawartości, każdy ma dodatkowe składniki, o których nie chciałam się rozpisywać. Dodatkowo na rynku znajdziemy mnóstwo innych producentów, oferujących nam swoje produkty, z być może lepszymi składami i w przystępnych cenach. 

Po tej analizie doszłam do wniosku, że kupując koncentraty, wcale nie musimy tracić majątku na izotonikach, jeśli mamy ochotę stosować je zamiennie z wodą podczas treningu. Dobrze jest poszukać promocji lub zwyczajnie przeliczyć ile wyniesie nas taki napój po rozrobieniu.


Mój WW koncentrat. Jestem z niego zadowolona, być może spróbuję jeszcze innych smaków :)

A co Wy najczęściej pijecie podczas treningu?
Ahoj!



sobota, 2 lutego 2013

sesja, plany, 2013

Witajcie Kochani! Rok 2013 zaczął się już ponad miesiąc temu i zaskoczył mnie tempem, w jakim toczy się moje życie. 
Na wstępie noworocznym spóźnione "Happy New Year", w rozwinięciu - "Jakie są Wasze plany na ten rok?", w zakończeniu "przepraszam - znowu". 

Styczeń zleciał mi na odrabianiu uczelnianych zaległości, zaliczaniu przedmiotów i rozpoczęciu sesji egzaminacyjnej. Jeśli dobrze pójdzie za tydzień wrócę do świata żywych. Całe IKFowe zamieszanie, świąteczne obżarstwo, kontuzja (tak! miałam zapalenie GĘSIEJ STOPY! kto by pomyślał), nieprzerwana grypa sprawiły, że 2012 rok kończyłam jako rozlazły, niećwiczący pączek. Powrót do treningu jest trudniejszy niż mogłoby się wydawać. Ale samej siebie nie będę oszukiwała. Za pół roku bikini puści do mnie oko, a ja albo ucieknę z krzykiem, albo z uśmiechem je założę. Dlatego styczeń, pomimo braku czasu, wypełniony był ćwiczeniami i trzymaniem diety (wróciłam do prowadzenia dziennika- zapisuję wszystko co jem). 
Obiecałam sobie, że 2013 będzie "moim rokiem". Do tej pory czuję, że nic nie jest w stanie stanąć mi na drodze. :)


Ahoj!

czwartek, 6 grudnia 2012

Grillowanie - patelnia vs. grill elektryczny

Kto uwielbia grillowane mięso i warzywa palec do budki! Ja jestem fanką tej techniki kulinarnej, a ugrillowana przykładowo pierś z kurczaka pasuje idealnie do wielu dietetycznych potraw. 

Kiedyś używałam wyłącznie patelni do grillowania. Przed zakupem wydawała się porządna, w sieci ludzie ją zachwalali - że szybko, że nie przywiera, że same plusy. Po zakupie człowiek staje się uboższy o 200 zł, a kiedy po 2 miesiącach użytkowania, pomimo obietnic, że "nie przywiera" (przy stosowaniu się do zaleceń pani ze sklepu), masz ochotę wziąć to ciężkie cholerstwo i zrobić w najbliższej Duce "masakrę patelnią żeliwną". Serio. Wcale nie jest szybko, przywiera, a mycie? Jeśli planujesz zakup i chcesz myć tą patelnię, odpowiednio wcześniej dodaj serię na biceps z większym obciążeniem. Teraz patelnia zajmuje honorowe miejsce w szafce kuchennej, w razie gdyby kiedyś musiała się przydać w celu obrony własnej. 

dodatkowo po ok miesiącu rączka zaczęła "latać" co znacznie utrudnia użytkowanie

Od jakiegoś czasu używam  grilla elektrycznego. Wydaje mi się, że to totalny "must have" w każdej kuchni.

na rynku jest cały wachlarz firm oferujących grille elektryczne, więc nie sugerujcie się  marką , chodzi mi o przedstawienie funkcjonalności urządzenia

Po rozgrzaniu grilla, pierś z kurczaka jest gotowa po 10 min i gwarantuję - w życiu nie jedliście bardziej soczystego i fantastycznego mięsa. Mycie nie jest problematyczne, a także mamy możliwość ugrillowania większej ilości mięsa czy warzyw, w wersji zamkniętej (bo szybciej niż na patelni i od razu grillujesz dwie strony), czy w wersji otwartej (bo większy niż patelnia).

robiąc zdjęcie usłyszałam od mojego M., który trzymał patelnię "to nie patelnia, to narzędzie do zabijania", więc uwierzcie - waży tonę

Zdaję sobie sprawę, że ani jedno, ani drugie nie należy do najtańszych. Uważam jednak, że w przypadku grilla elektrycznego, chcąc zmienić nawyki żywieniowe i planując odżywiać się zdrowo, będzie to rozsądna inwestycja, której nie pożałujecie. 


A jakie Wy macie sposoby na grillowane potrawy?

Ahoj!

środa, 5 grudnia 2012

Gotowanie na parze

Przyrządzanie posiłków tym sposobem jest niewątpliwie jednym z lepszych rozwiązań, jeśli chcemy zachować zdrowie i szczupłą sylwetkę. Ja osobiście uwielbiam potrawy gotowane na parze. Ponieważ nie chciałabym tworzyć elaboratu, odsyłam Was do wujka Google, który przedstawi Wam mnóstwo stron, gdzie możecie poszerzyć swą wiedzę o historię czy plusy tej techniki kulinarnej.

O czym w takim razie będzie mój post? O lenistwie kochani oraz zaoszczędzeniu pieniędzy.

Za każdym razem kiedy planowałam się odchudzać, w mojej głowie pojawiała się złota myśl "gdybym tylko miała parowar". Tak długo myślałam, że w końcu to cudo dostałam i na palcach dwóch rąk mogłabym zliczyć ile razy go użyłam.

Dlaczego, skoro jest taki łatwy w obsłudze, dobrze rozplanowany, ma przegródki przez co jedzenie "nie przechodzi" aromatem innych produktów, a potrawy smakują fantastycznie? Ano dlatego, że umycie tego cholerstwa sprawia, że włosy stają dęba. Dodatkowo zajmuje mnóstwo miejsca w kuchni, dlatego - nieużywany - kurzy się w piwnicy. 


Ponieważ należę do osób, które nie lubią utrudniać sobie życia i tracić czasu w kuchni, podpatrzyłam u mojego Taty fantastyczne zastępstwo.



Zapłaciłam za ten wynalazek niecałe 14 zł w Tesco. Do przygotowania posiłku nawet dla 2 osób wystarcza w zupełności. Pasuje do różnej wielkości garnków i czy muszę mówić o ile przyjemniej myje się tylko sitko i garnek? 

Oczywiście, parowar daje nam więcej możliwości jeśli chodzi o przygotowanie większej ilości produktów czy różnorodności, ale jak ktoś się uprze to i tutaj zmieści kurzego cycka. Wydaje mi się, że warto przetestować sitko do gotowania na parze i nie odkładać w czasie początku zdrowego odżywiania, bo brakuje nam w kolekcji kuchennego klamota. 

Ahoj!

wtorek, 4 grudnia 2012

Pytanie witaminowe

Ostatnio coraz częściej zauważam, że łapią mnie skurcze i mam słabszą odporność. Chcę zacząć brać witaminy, ale prawdę mówiąc ich ogrom na rynku zniechęca mnie do szukania opinii. Macie jakieś sprawdzone suplementy witaminowe (+ minerały)?

A żeby nie było, że uciekam do supli, a źle jem - śniadanie.


Ahoj!

poniedziałek, 3 grudnia 2012

za górami, za lasami...

... mieszka Ania, której przez ostatnie 2 miesiące zdecydowanie brakowało czasu i weny na blogowanie. Uznajmy, że tak długiej przerwy nie było :-) Za wszystkie popełnione w tym czasie grzechy żałuję i obiecuję poprawę. 

Chwilowo oszczędzam się z treningami ze względu na zapalenie gęsiej stopy (chyba jeszcze nigdy nie byłam w całości,  100% bez kontuzji... ), ale nie rezygnuję z wysiłku.

I na początek dzisiejsza kolacja - omlet z łososiem wędzonym. Muszę przyznać, był smaczny.




Mam takie zaległości w blogosferze, że powinnam chyba wziąć tydzień wolnego i nie robić nic poza sprawdzaniem co u Was słychać. 


Ahoj!

sobota, 6 października 2012

Jak nie urok, to sraczka

A konkretniej - jak nie choroba to naderwany mięsień. W zeszłym tygodniu nabawiłam się kontuzji, myślałam, że szybko mi przejdzie, ale męczę się i ból nie ustępuje. Wkurzam się, bo ledwie wróciłam do treningów po tygodniowej przewie chorobowej i znowu coś się dzieje. Tym razem nie zrezygnowałam z siłowni i skupiam się na cardio, nogach i brzuchu. Nie chcę być w plecy (!!!) kolejny miesiąc, bo frustrujące jest dla mnie zaczynanie tych samych etapów od początku. Mam nadzieję, że w przyszłym tygodniu nastąpi poprawa :-)

A dzisiaj dla odchamienia, spędzę wieczór na koncercie Meli Koteluk. 




Przyjemnego weekendu! :-)

Ahoj!

poniedziałek, 1 października 2012

weekendowe przemyślenia

Witajcie kochani po tygodniu nieobecności. Pierwszy dzień uczelni za mną. Z jednej strony się cieszę, bo przede mną więcej ruchu i większe usystematyzowanie dnia, a z drugiej strony mój wolny czas zmniejszy się do minimum.

Dzisiejszy wpis jednak nie o tym. Być może okaże się kontrowersyjny, wiele osób się ze mną nie zgodzi lub nawet oberwie mi się za to co napiszę.

W weekend zrobiłam sobie mały rachunek sumienia. To jak ćwiczę, jak jem, co mnie motywuje, jak widzę swoje postępy względem mojego celu, który zarysował się w głowie na podstawie obrazów fit-inspiracji.To właśnie one skłoniły mnie do zadania sobie pytania, czy aby nie popadamy znowu w jakąś przesadzoną pogoń za czymś co czasem jest mocno naciągane?

Ile się naczytałam o anoreksji, o przerobionych zdjęciach modelek, które zmieniają postrzeganie ideału piękna i tak dalej, i tak dalej... Wychudzone modelki stały się passe, przyszła moda na bycie fit. "Strong is the new skinny" oraz setki innych tekstów krzyczących z blogów, stron "motywatorów" i innych zakątków internetu. Pytanie tylko na ile to wszystko jest prawdziwe?



źródło
Szczerze? Zaczynam mieć wątpliwości czy takie zdjęcia mnie motywują, czy wpędzają w kompleksy i niezadowolenie, że ciężko pracuje, a efekt dalej nie jest taki jak bym chciała.

Przyznaję - każdy może zrobić ze swoim ciałem to, na co ma ochotę. Chcesz powiększyć biust - zrób to. Powiększyć usta - proszę bardzo. Można wymieniać każdą część ciała, którą można poprawić, aby poczuć się lepiej. Nie wątpię,  że panie uśmiechające się z wszechobecnych fit- zdjęć czują się fantastycznie. 3/4 z nich ma poprawioną urodę w znacznym stopniu. Sztuczny biust jest na porządku dziennym. Tu już mamy zmienioną proporcję - bo przecież umięśniona baba bez cycków wyglądałaby dla wielu osób  jak kloc - babochłop, ale z miseczką D jej figura automatycznie prezentuje się lepiej. Mam tylko jedno pytanie, które nurtuje mnie od jakiegoś czasu. Skąd do cholery mam wiedzieć czy te panie poza setką zabiegów nie zrobiły sobie np. liposukcji? I tu pojawia się problem. Bo na ile w takiej sytuacji jej osoba byłaby wiarygodna? Czy nadal byłaby guru fitnessu? Dla mnie nie. Nie wątpię, że takie kobiety również dają sobie wycisk. Ale czymże jest umięśnienie i podrasowanie ich poprawionego ciała względem wysiłku jaki muszą w treningi wkładać niezoperowane panie?

Wydaje mi się, że zaczynamy popadać w małą paranoję. Nawet ja zaczynam. Patrząc na idealne proporcje, mięśnie i 0g tkanki tłuszczowej, zaczęłam zastanawiać się, czy kiedykolwiek będę w stanie tak wyglądać. A powinnam myśleć jak pięknie będzie wyglądało MOJE ciało kiedy będę o nie dbała, bez tego całego sylikonu i prawdopodobnego odessania-ułatwiania.
Kiedyś odchudzał nas photoshop, teraz poprawia nas chirurg, a cały świat ślepo zaczyna wpatrywać się w "ideały" zamiast skupić się na możliwościach swojego ciała i motywować lecącymi centymetrami.

PS.: Panowie też się poprawiają. Poczytajcie klik

Ahoj!




poniedziałek, 24 września 2012

Wynik konkursu urodzinowego - opaska Nike+ SportBand

Na wstępie chciałabym podziękować Wam za udział w konkursie. W Waszych odpowiedziach znajdował się cały wachlarz emocji, dużo motywacji i ambitne plany biegowe.  
Musiałam jednak wybrać jedną z Was. Decyzja nie była łatwa, bo najchętniej obrabowałabym bank i wysłała opaskę każdej z osobna. :-)



Opaska Nike+ SportBand wędruje do autorki maila:


Nie chcę dopiero zacząć- od jutra, od poniedziałku, jak dostanę opaskę to wtedy zacznę - ja już biegam. Narazie uczę się biegania bez przerw, obecnie trochę biegnę, trochę maszeruję, choć bieg z każdym dniem jest coraz dłuższy. O opasce Nike+ myślę od dawna, niestety na razie mam inne ważniejsze wydatki, więc odsunęłam to w czasie do przyszłego roku. Jak to wpłynęłoby na moje bieganie?

Przede wszystkim obecnie biegam licząc prawie że kroki - nie mam żadnego urządzenia, które zmierzy przebiegnięty dystans, czas, nie jestem w stanie ocenić dokładnie postępów, a tylko w przybliżeniu i to mocno zaokrąglonym. Chcieć, to móc, więc nie powstrzymuje mnie to od dalszego treningu. 
Ćwiczę codziennie. Nie ma, że mi się nie chce. Nie jest łatwo. Jednak to, czego się nauczyłam, to nie poddawać się od razu. Bieganie wydaje ci się trudne? Może nie jutro, ale za tydzień już będzie łatwiej. Nie ma uczucia porównywalnego z satysfakcją po zakończonym treningu i przekroczeniu swoich barier. Nie od razu przebiegniesz maraton, ale wytrwałość i upór pomagają małymi krokami osiągnąć cel.
Wstaję godzinę wcześniej, niż dotychczas – ćwiczę, biorę prysznic, a potem mam energię na cały dzień. 
Chciałabym robić postępy. Opaska nike+ umożliwiłaby mi podnoszenie stopnia zaawansowania biegu bez narażenia na przetrenowanie. Sprawdzanie, gdzie i ile biegłam i większe motywowanie się do działania.
Przyszłej wiosny chciałabym wziąść udział w maratonie. Może to niewykonalne, nie wiem, nie zastanawiam się nad tym. Chcę spróbować to osiągnąć. Myślę, że opaska Nike+ mogłaby pomóc mi w tym - oczywiście, za mnie nie pobiegnie ;)) jednak pomoże mi bardziej profesjonalnie spojrzeć na dotychczasowe wyczyny i zaplanować kolejne np. wydłużenie trasy, sprawdzenie, czy mam dobre tempo. Teraz nie mam pojęcia, jakie mam - poprostu biegnę ;)
Dzięki temu, że biegam - postaniwiłam zmienić też inne nawyki - mając czas na przemyślenia, można wpaść na masę ciekawych pomysłów :) ale to już inna historia, o czym można poczytać u mnie na blogu. 
Dzięki bieganiu i ćwiczeniom jestem coraz silniejsza i mam wiecej energii. A moje cialo? Z kazdym tygodniem wyglada coraz lepiej. I co najważniejsze, psychicznie też jestem silniejsza - sprawdziłam, słowa o endorfinach wyzwalanych podczas treningu to nie ściema ;) . Wiem, że nie ma niemożliwego, trzeba tylko mieć silną wolę i próbować do skutku.



Olu - gratuluję! Czekam na maila z adresem do wysyłki nagrody :-)

Ahoj!

środa, 19 września 2012

Do końca konkursu pozostały 2 dni

Kochani, za 2 dni kończy się termin nadsyłania zgłoszeń w konkursie Nike+ SportBand. Czas leci szybko, czekam na Wasze zgłoszenia :-)

Przypomnienie pytania konkursowego oraz regulaminu uzyskacie klikając TU.


Ahoj!

wtorek, 18 września 2012

Moja niezawodna mikstura na przeziębienie

Nie lubię faszerować się lekami. Mam wrażenie, że im częściej sięgam po specyfiki ogólnodostępne w aptece, tym większe prawdopodobieństwo, że w chwili kryzysu nie pomogą. Dotyczy to zarówno leków przeciwbólowych, jak i tych zapewniających cudowne ozdrowienie, gdy dopadnie nas przeziębienie i grypa. Ostatnio piłam Theraflu z 2 powodów - w poniedziałek rozpoczęłam praktyki i potrzebowałam czegoś na rozgrzanie, żeby szybciej się kurować, po 2 nie mogłam iść, ani wysłać nikogo do sklepu po imbir. To właśnie główny składnik mojej mikstury, która zawsze stawia mnie na nogi, jak czuję, że zaczyna mnie rozkładać. 

Czego potrzebujemy?

- imbir
- cytryna
- miód
- sok malinowy / w wersji dla osób pełnoletnich wiśniówka (najlepiej własnej roboty :-) )
- wrzątek


Ucieramy imbir na drobnych oczkach (ok. 1 czubata  łyżeczka). Zalewamy wrzątkiem i czekamy około 8 minut. Jeśli nie używacie zaparzacza, napar trzeba przecedzić. Dodajemy do smaku, w zależności od upodobań sok z cytryny, miód i sok/wiśniówkę. Gotowy napój wypijamy gorący. Rozgrzanie i poprawa samopoczucia gwarantowane.


A Wy macie jakieś sprawdzone, domowe sposoby na przeziębienie? 


Ahoj!

poniedziałek, 17 września 2012

Stanik sportowy - Nike Fully Adjustable X Back Bra

Niezależnie od rodzaju treningu jaki wykonujemy, bardzo ważnym elementem jest komfort wynikający z dobrze dobranej bielizny sportowej. Ja zawsze miałam z tym problem. Na co dzień noszę miseczkę C, w porywach do D. Bieganie czy aerobik w zwykłym biustonoszu był bardzo uciążliwy, miałam wrażenie, że przy kolejnym podskoku, mój biust wyskoczy na wycieczkę krajoznawczą w okolicę mojej żuchwy. W końcu zainwestowałam w "biustonosze sportowe", które teraz mogłabym najwyżej zakwalifikować jako gadżet na jogę. Sprawdzały się lepiej niż klasyki, ale nadal to nie było TO. Zwykły materiał, z którego były wykonane, podczas wysiłku przyklejał się do ciała, podsuwał się do góry, był zwyczajnie niewygodny.

Z okazji - bez okazji postanowiłam zainwestować pieniądze w coś porządnego. Za każdym razem kiedy wchodziłam do sklepu Nike, kręciłam się przy stanikach, jak małe dziecko w świecie Haribo, po czym  zastanawiałam się dlaczego miałabym wydać niemalże 170 zł na jakiś kawałek materiału z "draj fitem".   W zeszłym tygodniu zebrałam się w sobie, przymierzyłam rozmiar idealny i postanowiłam już nigdy się z nim nie rozstawać.



Stanik perfekcyjnie leży, trzyma biust na swoim miejscu, jest lekko usztywniany, ma regulowane ramiączka oraz obwód pod biustem, nie gniecie, nie wżyna się, odprowadza wilgoć na zewnątrz, więc nie przykleja się do ciała.    Na dzień dzisiejszy nie wyobrażam sobie biegu (w szczególności), czy treningu na siłowni w innym biustonoszu. Jedynym minusem jest cena. Wydaje mi się jednak, że nie jest na tyle wysoka, aby uniemożliwiała zakup. Wasz biust będzie wdzięczny, a trening dużo przyjemniejszy. 

Planuję jeszcze zakup stanika Nike Adjust U-Bra. Również przymierzałam i wiem, że będzie sprawdzał się tak samo dobrze jak Fully Adjustable X Back Bra.

Macie jakieś godne polecenia modele staników sportowych? 

Ahoj!

niedziela, 16 września 2012

Zasmarkany weekend

Zaczął się sezon na zimne wieczory i przeziębienia. Od dawna nie chorowałam, dlatego czuję się jakbym miała umrzeć w przeciągu najbliższej godziny. Wczorajszy dzień cały przespałam i chyba po cichu przejechał po mnie walec. Ratuję się ogólnodostępnymi specyfikami, jak nie będzie poprawy jutro idę do lekarza. Co gorsze zaczynam 2. tygodniowe praktyki w szkole. Cóż za zasmarkana sprawa...


Mam nadzieję, że wyzdrowieję szybko. Brak treningu dodatkowo mnie dobija, nie mam siły na kucharzenie, więc konsumuję co wpadnie mi w ręce. Zły czas nastał. Człowiek chce, a nie może. 

Mam nadzieję, że u Was cieplej i przyjemniej.

Ahoj!


czwartek, 13 września 2012

Pyszności podpatrzone w sieci :-)

Czyli dwie wariacje na temat owsianki, które odmieniły moje życie!

1. Owsianka z lodówki - absolutne cudo. Długo zwlekałam z dodaniem jej do jadłospisu, ale teraz zajadam się ze smakiem codziennie. Najbardziej smakuje mi połączenie: maliny, nektarynka, migdały, miód, płatki owsiane, mleko. Skończą się maliny, będę próbowała innych. Podpatrzone u Klaudii. Ja muszę przekładać do miseczki, bo przysięgam zjadłabym cały słoik i błagała o dokładkę.



Polecam Wam stronę The Yummy Life, gdzie Monica dodaje pomysły na same wspaniałości, w tym owsianki z lodówki klik.

2. Obsession konsumowała i narobiła mi smaka. Totalnego smaka miłości bezwarunkowej do pieczonej owsianki bananowej.



Moja ulubiona wersja dla 2 osób to:
- płatki owsiane 5 łyżek stołowych
- otręby pszenne 1 łyżka stołowa
- 2/3 szklanki mleka 0,5%
- 1 łyżeczka cukru wanilinowego, 1 czubata łyżeczka cynamonu
- 1 banan
- maliny

- jogurt naturalny, migdały, amarantus ekspandowany

Sposób przygotowania tutaj klik.

Ciekawostką przyrodniczą jest to, że mój Michał zajada się zarówno wersją 1. jak i 2. A o pieczoną owsiankę sam się prosi. Kiedy zrobiłam ją pierwszy raz, nie miał pojęcia, że są w niej płatki. Może być to posiłek, gdzie uda się przemycić trochę błonnika dla facetów ANTYowsiankowych. Całość wystarczy sprytnie przykryć jogurtem, a do masy dorzucić troszkę więcej cynamonu lub owoców. :-)

Ahoj!