sobota, 2 lutego 2013

sesja, plany, 2013

Witajcie Kochani! Rok 2013 zaczął się już ponad miesiąc temu i zaskoczył mnie tempem, w jakim toczy się moje życie. 
Na wstępie noworocznym spóźnione "Happy New Year", w rozwinięciu - "Jakie są Wasze plany na ten rok?", w zakończeniu "przepraszam - znowu". 

Styczeń zleciał mi na odrabianiu uczelnianych zaległości, zaliczaniu przedmiotów i rozpoczęciu sesji egzaminacyjnej. Jeśli dobrze pójdzie za tydzień wrócę do świata żywych. Całe IKFowe zamieszanie, świąteczne obżarstwo, kontuzja (tak! miałam zapalenie GĘSIEJ STOPY! kto by pomyślał), nieprzerwana grypa sprawiły, że 2012 rok kończyłam jako rozlazły, niećwiczący pączek. Powrót do treningu jest trudniejszy niż mogłoby się wydawać. Ale samej siebie nie będę oszukiwała. Za pół roku bikini puści do mnie oko, a ja albo ucieknę z krzykiem, albo z uśmiechem je założę. Dlatego styczeń, pomimo braku czasu, wypełniony był ćwiczeniami i trzymaniem diety (wróciłam do prowadzenia dziennika- zapisuję wszystko co jem). 
Obiecałam sobie, że 2013 będzie "moim rokiem". Do tej pory czuję, że nic nie jest w stanie stanąć mi na drodze. :)


Ahoj!

czwartek, 6 grudnia 2012

Grillowanie - patelnia vs. grill elektryczny

Kto uwielbia grillowane mięso i warzywa palec do budki! Ja jestem fanką tej techniki kulinarnej, a ugrillowana przykładowo pierś z kurczaka pasuje idealnie do wielu dietetycznych potraw. 

Kiedyś używałam wyłącznie patelni do grillowania. Przed zakupem wydawała się porządna, w sieci ludzie ją zachwalali - że szybko, że nie przywiera, że same plusy. Po zakupie człowiek staje się uboższy o 200 zł, a kiedy po 2 miesiącach użytkowania, pomimo obietnic, że "nie przywiera" (przy stosowaniu się do zaleceń pani ze sklepu), masz ochotę wziąć to ciężkie cholerstwo i zrobić w najbliższej Duce "masakrę patelnią żeliwną". Serio. Wcale nie jest szybko, przywiera, a mycie? Jeśli planujesz zakup i chcesz myć tą patelnię, odpowiednio wcześniej dodaj serię na biceps z większym obciążeniem. Teraz patelnia zajmuje honorowe miejsce w szafce kuchennej, w razie gdyby kiedyś musiała się przydać w celu obrony własnej. 

dodatkowo po ok miesiącu rączka zaczęła "latać" co znacznie utrudnia użytkowanie

Od jakiegoś czasu używam  grilla elektrycznego. Wydaje mi się, że to totalny "must have" w każdej kuchni.

na rynku jest cały wachlarz firm oferujących grille elektryczne, więc nie sugerujcie się  marką , chodzi mi o przedstawienie funkcjonalności urządzenia

Po rozgrzaniu grilla, pierś z kurczaka jest gotowa po 10 min i gwarantuję - w życiu nie jedliście bardziej soczystego i fantastycznego mięsa. Mycie nie jest problematyczne, a także mamy możliwość ugrillowania większej ilości mięsa czy warzyw, w wersji zamkniętej (bo szybciej niż na patelni i od razu grillujesz dwie strony), czy w wersji otwartej (bo większy niż patelnia).

robiąc zdjęcie usłyszałam od mojego M., który trzymał patelnię "to nie patelnia, to narzędzie do zabijania", więc uwierzcie - waży tonę

Zdaję sobie sprawę, że ani jedno, ani drugie nie należy do najtańszych. Uważam jednak, że w przypadku grilla elektrycznego, chcąc zmienić nawyki żywieniowe i planując odżywiać się zdrowo, będzie to rozsądna inwestycja, której nie pożałujecie. 


A jakie Wy macie sposoby na grillowane potrawy?

Ahoj!

środa, 5 grudnia 2012

Gotowanie na parze

Przyrządzanie posiłków tym sposobem jest niewątpliwie jednym z lepszych rozwiązań, jeśli chcemy zachować zdrowie i szczupłą sylwetkę. Ja osobiście uwielbiam potrawy gotowane na parze. Ponieważ nie chciałabym tworzyć elaboratu, odsyłam Was do wujka Google, który przedstawi Wam mnóstwo stron, gdzie możecie poszerzyć swą wiedzę o historię czy plusy tej techniki kulinarnej.

O czym w takim razie będzie mój post? O lenistwie kochani oraz zaoszczędzeniu pieniędzy.

Za każdym razem kiedy planowałam się odchudzać, w mojej głowie pojawiała się złota myśl "gdybym tylko miała parowar". Tak długo myślałam, że w końcu to cudo dostałam i na palcach dwóch rąk mogłabym zliczyć ile razy go użyłam.

Dlaczego, skoro jest taki łatwy w obsłudze, dobrze rozplanowany, ma przegródki przez co jedzenie "nie przechodzi" aromatem innych produktów, a potrawy smakują fantastycznie? Ano dlatego, że umycie tego cholerstwa sprawia, że włosy stają dęba. Dodatkowo zajmuje mnóstwo miejsca w kuchni, dlatego - nieużywany - kurzy się w piwnicy. 


Ponieważ należę do osób, które nie lubią utrudniać sobie życia i tracić czasu w kuchni, podpatrzyłam u mojego Taty fantastyczne zastępstwo.



Zapłaciłam za ten wynalazek niecałe 14 zł w Tesco. Do przygotowania posiłku nawet dla 2 osób wystarcza w zupełności. Pasuje do różnej wielkości garnków i czy muszę mówić o ile przyjemniej myje się tylko sitko i garnek? 

Oczywiście, parowar daje nam więcej możliwości jeśli chodzi o przygotowanie większej ilości produktów czy różnorodności, ale jak ktoś się uprze to i tutaj zmieści kurzego cycka. Wydaje mi się, że warto przetestować sitko do gotowania na parze i nie odkładać w czasie początku zdrowego odżywiania, bo brakuje nam w kolekcji kuchennego klamota. 

Ahoj!

wtorek, 4 grudnia 2012

Pytanie witaminowe

Ostatnio coraz częściej zauważam, że łapią mnie skurcze i mam słabszą odporność. Chcę zacząć brać witaminy, ale prawdę mówiąc ich ogrom na rynku zniechęca mnie do szukania opinii. Macie jakieś sprawdzone suplementy witaminowe (+ minerały)?

A żeby nie było, że uciekam do supli, a źle jem - śniadanie.


Ahoj!

poniedziałek, 3 grudnia 2012

za górami, za lasami...

... mieszka Ania, której przez ostatnie 2 miesiące zdecydowanie brakowało czasu i weny na blogowanie. Uznajmy, że tak długiej przerwy nie było :-) Za wszystkie popełnione w tym czasie grzechy żałuję i obiecuję poprawę. 

Chwilowo oszczędzam się z treningami ze względu na zapalenie gęsiej stopy (chyba jeszcze nigdy nie byłam w całości,  100% bez kontuzji... ), ale nie rezygnuję z wysiłku.

I na początek dzisiejsza kolacja - omlet z łososiem wędzonym. Muszę przyznać, był smaczny.




Mam takie zaległości w blogosferze, że powinnam chyba wziąć tydzień wolnego i nie robić nic poza sprawdzaniem co u Was słychać. 


Ahoj!

sobota, 6 października 2012

Jak nie urok, to sraczka

A konkretniej - jak nie choroba to naderwany mięsień. W zeszłym tygodniu nabawiłam się kontuzji, myślałam, że szybko mi przejdzie, ale męczę się i ból nie ustępuje. Wkurzam się, bo ledwie wróciłam do treningów po tygodniowej przewie chorobowej i znowu coś się dzieje. Tym razem nie zrezygnowałam z siłowni i skupiam się na cardio, nogach i brzuchu. Nie chcę być w plecy (!!!) kolejny miesiąc, bo frustrujące jest dla mnie zaczynanie tych samych etapów od początku. Mam nadzieję, że w przyszłym tygodniu nastąpi poprawa :-)

A dzisiaj dla odchamienia, spędzę wieczór na koncercie Meli Koteluk. 




Przyjemnego weekendu! :-)

Ahoj!

poniedziałek, 1 października 2012

weekendowe przemyślenia

Witajcie kochani po tygodniu nieobecności. Pierwszy dzień uczelni za mną. Z jednej strony się cieszę, bo przede mną więcej ruchu i większe usystematyzowanie dnia, a z drugiej strony mój wolny czas zmniejszy się do minimum.

Dzisiejszy wpis jednak nie o tym. Być może okaże się kontrowersyjny, wiele osób się ze mną nie zgodzi lub nawet oberwie mi się za to co napiszę.

W weekend zrobiłam sobie mały rachunek sumienia. To jak ćwiczę, jak jem, co mnie motywuje, jak widzę swoje postępy względem mojego celu, który zarysował się w głowie na podstawie obrazów fit-inspiracji.To właśnie one skłoniły mnie do zadania sobie pytania, czy aby nie popadamy znowu w jakąś przesadzoną pogoń za czymś co czasem jest mocno naciągane?

Ile się naczytałam o anoreksji, o przerobionych zdjęciach modelek, które zmieniają postrzeganie ideału piękna i tak dalej, i tak dalej... Wychudzone modelki stały się passe, przyszła moda na bycie fit. "Strong is the new skinny" oraz setki innych tekstów krzyczących z blogów, stron "motywatorów" i innych zakątków internetu. Pytanie tylko na ile to wszystko jest prawdziwe?



źródło
Szczerze? Zaczynam mieć wątpliwości czy takie zdjęcia mnie motywują, czy wpędzają w kompleksy i niezadowolenie, że ciężko pracuje, a efekt dalej nie jest taki jak bym chciała.

Przyznaję - każdy może zrobić ze swoim ciałem to, na co ma ochotę. Chcesz powiększyć biust - zrób to. Powiększyć usta - proszę bardzo. Można wymieniać każdą część ciała, którą można poprawić, aby poczuć się lepiej. Nie wątpię,  że panie uśmiechające się z wszechobecnych fit- zdjęć czują się fantastycznie. 3/4 z nich ma poprawioną urodę w znacznym stopniu. Sztuczny biust jest na porządku dziennym. Tu już mamy zmienioną proporcję - bo przecież umięśniona baba bez cycków wyglądałaby dla wielu osób  jak kloc - babochłop, ale z miseczką D jej figura automatycznie prezentuje się lepiej. Mam tylko jedno pytanie, które nurtuje mnie od jakiegoś czasu. Skąd do cholery mam wiedzieć czy te panie poza setką zabiegów nie zrobiły sobie np. liposukcji? I tu pojawia się problem. Bo na ile w takiej sytuacji jej osoba byłaby wiarygodna? Czy nadal byłaby guru fitnessu? Dla mnie nie. Nie wątpię, że takie kobiety również dają sobie wycisk. Ale czymże jest umięśnienie i podrasowanie ich poprawionego ciała względem wysiłku jaki muszą w treningi wkładać niezoperowane panie?

Wydaje mi się, że zaczynamy popadać w małą paranoję. Nawet ja zaczynam. Patrząc na idealne proporcje, mięśnie i 0g tkanki tłuszczowej, zaczęłam zastanawiać się, czy kiedykolwiek będę w stanie tak wyglądać. A powinnam myśleć jak pięknie będzie wyglądało MOJE ciało kiedy będę o nie dbała, bez tego całego sylikonu i prawdopodobnego odessania-ułatwiania.
Kiedyś odchudzał nas photoshop, teraz poprawia nas chirurg, a cały świat ślepo zaczyna wpatrywać się w "ideały" zamiast skupić się na możliwościach swojego ciała i motywować lecącymi centymetrami.

PS.: Panowie też się poprawiają. Poczytajcie klik

Ahoj!