środa, 29 sierpnia 2012

Pyszny, warzywny koktajl :-))

Nadal biegam. Dodatkowo regularnie stawiam się na siłowni i ćwiczę z zapałem mięśnie, które powoli zaczynają się ładnie rzeźbić. Trening Ewy idzie "jako tako". Nową płytę również zakupiłam, ale ponieważ nie miałam kiedy jej wypróbować, nie wypowiadam się na jej temat. Projekt 100 dni troszkę mnie przerósł, ale nie poddaję się i nie twierdzę, że kończę wyzwanie. Muszę się zebrać w sobie. 
Dietetycznie - fantastycznie. Przed okresem nieco poszalałam, ale wszystko się wyrównało. Regularnie prowadzę "dziennik diety", który pomaga mi kontrolować błędy popełniane w ciągu dnia. 

Podsumowanie ostatnich, "biegowych" 2 tygodni:



Gwoździem programu nie jest mój mały krok do biegowej systematyczności, ale koktajl warzywny, który mnie zachwycił. Spróbowałam go w jednym ze szczecińskich lokali  i postanowiłam odtworzyć.


Skład:

- natka pietruszki
- ogórek świeży
- sok pomidorowy
- jogurt naturalny
- sól i pieprz


Proporcje wedle uznania i potrzeb.


Próbowaliście już takiego połączenia?


PS.: Zakończyłam sierpniową setkę :-))
PS.2: Uśmiałam się jak zobaczyłam ten "wynalazek":



Ahoj!


wtorek, 14 sierpnia 2012

A ja ciągle biegam...

... i przestać nie mogę! :-) Widzę efekty i motywuje mnie to do dalszych treningów. Mam przerwę z ćwiczeniami Ewy. Postanowiłam odpocząć, bo powoli Skalpel zaczynał mnie nudzić. 







W sobotę odpuściłam trening, bo byłam w Wałczu. Diety również nie przestrzegałam jak postanowienie przykazywało, ale wszystko wyrównuję i nadrabiam. Odkąd staram się jeść mniej, dostrzegam jak bardzo mam rozciągnięty żołądek. To chyba największy i najbardziej uciążliwy problem na tą chwilę. 

Dodatkowo w czwartek powinnam była podzielić się wynikami spadkowymi, a że czasu zabrakło nadrabiam dzisiaj. 


Są to miary  "dwutygodniowe", mierzone 9.08.12.

PS.: Zastanawiam się nad kupnem pasa neoprenowego do biegania. Używaliście tego wynalazku? 
 

Ahoj!

środa, 8 sierpnia 2012

Napęd "fotograficzny"


Kochani! Dawno temu, na początku powstania tego bloga pisałam, że zanim zaczęła się moja przygoda ze zdrowym stylem życia, był ze mnie "kawał baby". Męczyłam się z tym straszliwie, aż w końcu zawzięłam się, zmieniłam nawyki i schudłam. Długa i ciężka droga, ale zakończona sukcesem i wymarzonym rozmiarem "0". Ten cudowny moment nastąpił 2 lata temu, utrzymywał się przez rok, a od zeszłorocznych wakacji wskoczyłam z 34/36 w rozmiar 38. 

Nie jestem absolutnie gruba. Czuję się dobrze. Mimo to, kiedy wczoraj oglądałam u mojej przyjaciółki zdjęcia z tamtego okresu, stwierdziłam, że wtedy czułam się lepiej. Obraz MNIE podziałał jak najlepszy motywator. Cały dzień nogi paliły mi się do biegu i prawie eksplodowałam ze zniecierpliwienia. Postanowiłam wrócić do kilku nawyków z tamtego czasu, zobaczyć czy poprawi to moją sylwetkę i nie wpłynie negatywnie na samopoczucie.

Zwiększam ilość aerobów (szczególnie skupiam się na bieganiu-truchtaniu), minimalnie redukuję kaloryczność (ucinam węgle, to przede wszystkim) oraz dodaję "odnowę biologiczną" raz w tygodniu. Rezygnuję ze słodyczy i alkoholu w niemalże 100%. 


Zobaczymy co z tego będzie :-)

Z dzisiejszych ćwiczeń był skalpel Ewy i jogging.


Jedzeniowo - żeby nie było - dzisiejszy obiad:

Sznycel z indyka grillowany, kasza jęczmienna, uduszona cukinia z czosnkiem i rukolą, pomidorki koktajlowe

PS.: Z zapisywaniem posiłków wróciłam do starego systemu. Dodatkiem do planowania jadłospisów jest notowanie wszystkiego co zjadam danego dnia. Bardziej zniechęca do podjadania coś co trzeba dopisać, niż zjeść coś czego nie było w spisie.

Ahoj!

wtorek, 7 sierpnia 2012

Wróciłam

Wyjazd do Wałcza się przedłużył, podobnie jak mój powrót do rzeczywistości. Nie ukrywam, że przez kilka dni  przyjemniej było wylegiwać się na słońcu, niż w pocie czoła pracować nad sylwetką. Wyjazd był fantastyczny. Dawno nie czułam się tak odprężona, zarówno fizycznie jak i psychicznie.

Ale co za dużo to niezdrowo i za wysiłkiem też się stęskniłam. Kiedy budzik zadzwonił dzisiaj punkt 6, wiedziałam że czas najwyższy zabrać się za to, nad czym pracowałam przed urlopem.


Projekt 100 dni z Ewą Chodakowską ruszył ponownie. Zbyt długa przerwa, więc spadków w obwodach nie odnotowałam. Mimo to nie wskoczyłam "na plus" pomimo wakacyjnych szaleństw i odstępstw od diety. Za mną skalpel. Jak zwykle sprawił mi przyjemność :-)

Czas nadrobić zaległości w blogosferze.

Ahoj!



środa, 1 sierpnia 2012

Wałcz.


Urlop trwa, pogoda jest piękna, czas spędzam w miarę aktywnie. "W miarę", ponieważ mam małą przerwę w projekcie 100 dni z Ewą Chodakowską. Organizacja czasu na wyjeździe średnio na to pozwala. Wracam już jutro i od piątku ruszam pełną parą. :-)

Buziaki!
Ahoj!

piątek, 27 lipca 2012

mW - dzień 11.

Piękna pogoda się utrzymuje. Mam nadzieję, że uda mi się z niej skorzystać na wyjeździe, bo teraz spędzam czas w pracy. Nie mogę się doczekać niedzieli!

Mój Michał motywuje mnie do wcześniejszego wstawania i porannego joggingu. Temperatura jest bardziej znośna, ale mój organizm  przyzwyczaił się do późniejszych aktywności. Nawet po męczącym dniu, zdecydowanie łatwiej przychodzą mi ćwiczenia, niż o świcie po przebudzeniu. W Wałczu też planuję trening ulokować rano, bo wieczorami prawdopodobnie będę miała milion innych zajęć.

Dzisiejszy jadłospis:


I śniadanie - płatki owsiane z jogurtem naturalnym, żurawiną i bananem, czarna kawa

II śniadanie - koktajl: kefir naturalny, banan, nektarynka

Obiad - pieczony łosoś ze szpinakiem i brązowym ryżem, sok jabłkowy

Kolacja - sałatka z kuskusem, pomidorkami koktajlowymi, ogórkiem świeżym, czerwoną cebulą, czarnymi oliwkami, natką pietruszki

Na podwieczorek zjadłam arbuza. A w ciągu dnia batona musli.

Dzisiejsze ćwiczenia:


Bieg - dzisiaj miałam zdecydowanie lepsze samopoczucie, chociaż podobnie jak wczoraj ciężko było mi wstać z łóżka.


Skalpel - cały za mną. Zauważyłam, że mniej męczę się idąc biegać po ćwiczeniach Ewy, niż odwrotnie. Dzisiaj ćwiczyłam po joggingu. Strasznie bolały mnie nogi, a tego jeszcze nie było przy "Metamorfozie".

Ahoj!


czwartek, 26 lipca 2012

mW - dzień 10 + podsumowanie 3. tygodnia z ćwiczeniami Ewy Chodakowskiej

Kochani! Motywacja wróciła z samego rana, jak o godzinie 6:00 mój Michał kazał mi zwlec się z łóżka i ubierać. Pomimo planowanego odpoczynku, odrobiłam wczorajszy bieg. Rano myślałam, że umrę na zakwasy, z gorąca i z zaspania, ale teraz czuję się fantastycznie i wiem, że wszystko wraca na swój tor. Przejęłam się wczoraj, przeszło mi. Nie ma co płakać, tylko trzeba brać się do roboty!



Dzisiejszy jadłospis:

I śniadanie - płatki owsiane z jogurtem, żurawiną i malinami, czarna kawa

II śniadanie - koktajl melon z mlekiem

Obiad - tagiatelle z krewetkami, papryką, cebulką i natką pietruszki

Podwieczorek - tęczowa babeczka

Kolacja - bułka fitness z szynką szwarcwaldzką, pomidorem i ogórkiem

Śniadanie i kolacja różnią się od zaplanowanych posiłków, ale temperatura nie sprzyja kucharzeniu.

Podsumowanie 3. tygodnia z ćwiczeniami Ewy Chodakowskiej:


Cały tydzień poświęciłam na ćwiczenia ze Skalpela, czyli pierwszej płyty Ewy. Ponieważ trening wykonuję z przyjemnością i nie mam z nim większych problemów, nie będę opisywała przebiegu w poszczególnych dniach. Jedyne co mnie zmartwiło, to małe zachwiania równowagi. Jeśli problem będzie się utrzymywał, mam już pomysł jak temu zaradzić.


Czy odnotowałam jakieś spadki? Odnotowałam!




Czuję się bardziej zbita i stabilna. Zauważyłam, że ćwiczenia Ewy mają wpływ na moją postawę. Napinam mięśnie brzucha nawet wtedy, kiedy stoję w kolejce do kasy. Tylko gdzie ten kaloryfer? :-)
Ze względu na same uśmiechy w mojej tabelce, zafundowałam sobie nagrodę. 


Od jutra daję z siebie wszystko.

Ahoj!