Za mną ostatni dzień 3. tygodnia ćwiczeń z Ewą. Już jutro pomiary, nagrody i efekty lub ich brak.
Pod koniec dnia totalnie opadłam z sił. Fizycznie i psychicznie. Nie wypełniłam dziś swojego planu i wybiło mnie to z rytmu. Zaczęłam też wątpić we wszystko co robię w kwestii ćwiczeń i zastanawiać się, czy jest sens tego wszystkiego. Nie wiem. Bałam się, że przyjdzie kryzys i zwątpienie. Mam nadzieję, że to chwilowe, że przejdzie jutro rano. Może każdy potrzebuje czasem chwili, żeby mieć możliwość na małe przemyślenia, które mogą dać później kopa? Ale dość użalania się.
Dzisiejszy jadłospis:
| I śniadanie - ciabatta z roszponką, łososiem wędzonym koperkiem, czarna kawa |
| II śniadanie - omlet z jogurtem naturalnym, borówkami i malinami |
| Obiad - kurczak curry z czerwonym ryżem |
| Podwieczorek - arbuz, borówka, malina |
Kolacji nie jadłam, bo przez skwar na zewnątrz nie miałam na nią ochoty. Nadprogramowo zjadłam urodzinowe ciasto u Taty mojego M.
Dzisiejsze ćwiczenia:
Pilates - babeczka dała wycisk. Upał, ani moje zakwasy nie pomagały w ćwiczeniach.
Trening Ewy - skalpel. Niepełny, ale był. Zrezygnowałam z ćwiczeń na brzuch, bo nie dałabym rady, szczególnie po pilatesie.
Ahoj!


