Przyrządzanie posiłków tym sposobem jest niewątpliwie jednym z lepszych rozwiązań, jeśli chcemy zachować zdrowie i szczupłą sylwetkę. Ja osobiście uwielbiam potrawy gotowane na parze. Ponieważ nie chciałabym tworzyć elaboratu, odsyłam Was do wujka Google, który przedstawi Wam mnóstwo stron, gdzie możecie poszerzyć swą wiedzę o historię czy plusy tej techniki kulinarnej.
O czym w takim razie będzie mój post? O lenistwie kochani oraz zaoszczędzeniu pieniędzy.
Za każdym razem kiedy planowałam się odchudzać, w mojej głowie pojawiała się złota myśl "gdybym tylko miała parowar". Tak długo myślałam, że w końcu to cudo dostałam i na palcach dwóch rąk mogłabym zliczyć ile razy go użyłam.
Dlaczego, skoro jest taki łatwy w obsłudze, dobrze rozplanowany, ma przegródki przez co jedzenie "nie przechodzi" aromatem innych produktów, a potrawy smakują fantastycznie? Ano dlatego, że umycie tego cholerstwa sprawia, że włosy stają dęba. Dodatkowo zajmuje mnóstwo miejsca w kuchni, dlatego - nieużywany - kurzy się w piwnicy.
Ponieważ należę do osób, które nie lubią utrudniać sobie życia i tracić czasu w kuchni, podpatrzyłam u mojego Taty fantastyczne zastępstwo.
Zapłaciłam za ten wynalazek niecałe 14 zł w Tesco. Do przygotowania posiłku nawet dla 2 osób wystarcza w zupełności. Pasuje do różnej wielkości garnków i czy muszę mówić o ile przyjemniej myje się tylko sitko i garnek?
Oczywiście, parowar daje nam więcej możliwości jeśli chodzi o przygotowanie większej ilości produktów czy różnorodności, ale jak ktoś się uprze to i tutaj zmieści kurzego cycka. Wydaje mi się, że warto przetestować sitko do gotowania na parze i nie odkładać w czasie początku zdrowego odżywiania, bo brakuje nam w kolekcji kuchennego klamota.
Ahoj!